Na skraju pośladka

Kwitną blogi, strony, instagramy,  mnożą się obrazki i teksty. Jest w czym wybierać. Fala tekstów i obrazków zalewa i czasem można się zakrztusić nadmiarem, ale wprawny człowieczek poradzi sobie w tej dżungli i wyłuska coś miłego. Wyłuskuję chętnie i z dnia na dzień odważniej, jednocześnie świadoma, że coraz więcej jest do przekopania, jeśli chcę trafić na skarb.
Ach… sama pocę się w szale twórczym i publikuję.  Przy dość wąskim gronie fanów, wiernych za to i serdecznych, więc nie czuję się pokrzywdzona. Sława i pieniądze przechodzą koło nosa wprost do portfeli rozchwytywanych i poczytnych. I cieszy mnie to, bo oni odnoszą sukces, a ja mam możliwość poczytać dobre teksty.
Czytam i szukam. Albo raczej w odwrotnej kolejności .  Poszukuję tekstów szczerych, lekko – ciężkich, prostych i trudnych jednocześnie. Przeintelektualizowane wywody mnie nużą. Nadmiar przymiotników w zdaniu zaburza mi percepcję jak opis przyrody w „Nad Niemnem”. Nic z tym nie zrobię. Nie kupuję –  nie zachwyca. Lubię mięsiste teksty (podoba mi się słowo mięsiste, ukradłam z kursu tańca, o tańcu kiedy indziej będzie).
Tymczasem obok mięsa często pojawia się sos – taki gęsty, ciężki od oceny i pogardy dla cieniasów i tępych dzid. Czytając takie teksty mam przed oczami gromowładne spojrzenie i usta wykrzywione w grymasie. Carpe diem świecie, o tym są teksty mędrców internetowych. A może się mylę, ale obrazek jest natrętny. Mam wrażenie, że sprawiedliwi tego świata lub przynajmniej tego kraju, są tak doskonali w swej mądrości, że maluczki ludzik jak ja, może pomarzyć o takiej uczcie. Coś czuję, że wylądowałabym w worku z tępymi dzidami.
A Ci wspaniali piszą z oburzeniem – może nawet świętym, ja się nie znam – o cyckach i dupach, o uprzedmiotowieniu, o upadku moralności, o miłości instant i seksie za winklem. Wiedzą wszystko i potrafią bezbłędnie powiedzieć co dobre, a co złe.
Oni Cię ocenią dziewczyno z dekoltem do pasa, w majtkach CK. Wykpią napiętą klatę i BMW, przy którym zrobiłeś chłopaku zdjęcie. Oni wiedzą, że jesteś pustakiem, który czeka na oklaski. Bo wszystko zrobisz dla lajków. WSZYSTKO. Oni wiedzą, bo tacy są mądrzy. Znają się.  A goła dupa to niepodważalny dowód moralności porzuconej w przydrożnym rowie, gnijącej tak samo jak Ci, którzy golizną epatują.
I teraz pytanie.  Czy ja też ściągam na siebie pożądliwe względnie pogardliwe spojrzenia? Zdjęć publikuję przecież sporo. Czy nie jest tak, że moje oburzenie to nic innego, jak wg starego powiedzenia: Uderz w stół …
Otóż nie… uuu rozczarowanie??
No trudno.
Nie obnażam się nadmiernie, choć jakoś specjalnie spowita w szaty nie chadzam. Ale gdybym zechciała nagle zabłysnąć pośladkiem lub o zgrozo piersią, to mam w głowie tylko jedno: Nic Wam – ostoje moralności – do tego.
Przez lata, naprawdę długie lata, funkcjonowania w przestrzeni internetowej nauczyłam się jednego – ludzie pokazują co chcą pokazać. I nic więcej. Nie poznasz nikogo gapiąc się w jego dekolt, ani analizując tekst piosenki, którą opublikował.
Zatem daj spokój człowieku z analizowaniem, daj spokój z przyczepianiem łatki, daj spokój z wyznaczaniem granic tym, którzy tych granic znać nie chcą lub mają inne reguły gry, po prostu daj spokój.
A jakbyś się kiedyś postanowił przekonać co się kryje za tym oburzającym obrazkiem to najpierw usiądź, na dupie.  Jeśli chcesz to gołej. Masz odwagę rozmawiać, umiesz słuchać? Może warto. Może się  przecież okazać, że miało być płytko, a utonąłeś się w kałuży.