Jedna pani drugiej pani…

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Mieszkanie w mieścinie takiej jak moja ma swoje plusy. Jak się dobrze zastanowić to poza kosztami życia i wygodą wynikającą z faktu, że całe miasto można obiec w ciągu niepełnej godziny – nie ma tych plusów zbyt wiele. Ale to mój punkt widzenia. Myślę, że ilu mieszkańców tyle opinii. Dla mnie wieje tu nudą tak mocno, że aż się to w mózg wciska.
I wszyscy się tu znają. Jak nie znasz Pani A., to z pewnością znasz jej ciotkę, szwagierkę, kuzynkę, kota lub kanarka itd. A jak się tak wszyscy znają, to zbyt dużo o sobie wiedzą.
W pracy spotykam się z wieloma ludźmi, rzec można niemal z całym tym miastem i …dzięki pracy mogę budować z nimi mniej formalne relacje – jeśli chcę oczywiście.
Dzięki takim znajomościom mogę dużo zdziałać i całkiem sprawnie funkcjonować w moim Wygwizdowie, oraz… znać najświeższe ploteczki. Średnio lubię, ale nie będę udawać, że czasem nie posłucham. A jakże. Wszak jestem z małej mieściny ;) Ale przejdę do sedna.
Nie tak dawno temu, jedna z moich znajomych zagaiła mnie o mojego kolegę z czasów L.O. Nic niezwykłego, choć nie wiedzieć czemu, wysłał jej zaproszenie na FB. Obcej osobie. Pomyślałam, że to przypadek, bo miałam chłopa za rozumnego. Ale koleżanka po jakimś czasie wróciła do tematu z wyraźnym zażenowaniem, przy jednoczesnej ekscytacji. Wymruczała radośnie: MAM NIUSA! ALE NIE MÓW NIKOMU (jak chcesz, żeby wszyscy gadali za Twoimi plecami, to zdanie jest obowiązkowe – nie mów nikomu. I tak się niesie, niewypowiedziana tajemnica).
Tym razem żałuję, że niusa usłyszałam. Ale co się raz usłyszy, odsłyszeć się nie da.
Mój dobry kolega z liceum był na portalu randkowym. Nie moja sprawa, że był, ani żadne zaskoczenie. Ludzie szukają różnych doznań, z różnych powodów – nie mnie oceniać. Co prawda, był wówczas w związku małżeńskim i mógłby to niejedną osobę zbulwersować. Ja jestem z tych co bulwersują się z rzadka.
No był i szukał – kobiety, rzecz jasna.
I nie napisałaby się tahistoria jakby tą kobieta akurat nie została najlepsza przyjaciółka mojej koleżanki.
Jak pech to pech.
Przyjaciółka, która po ekshibicjonistycznej rozmowie na skype’ie (pisząc ekshibicjonizm nie mam na myśli obnażania intelektu i osobowości, nazwijmy rzeczy po imieniu – kolega radośnie pokazał klejnoty rodzinne i nie wiem co dalej, bo nie dopytywałam) natychmiast w histerii zadzwoniła do najbliżej znajomej i zwierzyła się z traumatycznych doświadczeń. A te nagie, nomen omen, fakty dotarły do mnie.
Tak… pominę, że ów kolega od dłuższego czasu smali do mnie cholewki i zapraszał na kawę. Raz się zgodziłam, z obecną wiedzą – nie mam ochoty.
Pominę to, bo akt desperacji w przestrzeni internetowej, który zadziałał na mnie odstraszająco, to osobna sprawa. Na notkę – jaki facet mnie pociąga, a przy okazji – jaki nie.
Do totalnego zaskoczenia doprowadziła mnie świadomość, że można zupełnie nie starając się, dotrzeć do najbardziej intymnych scen z życia drugiego człowieka. Do scen, które nie powinny wyjść poza relację dwojga ludzi. A wyszły. Całkiem lekko.
A to nie jest jedyna taka historia.
Tak się mieszka w małej mieścinie.
Albo trzeba mieć w czterech literach co gadają, albo … no właśnie co?
Na wszelki wypadek do Skype’a siadam ubrana ;)

Print Friendly

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>