Sos na bluzce i wino w głowie

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Właściwie już skończyłam pracę, ale siedzę w gabinecie, bo mi tu dobrze.
Jest cicho i spokojnie. Przede mną sałatka z tuńczykiem, na mnie – upaprana sosem z sałatki bluzka.
Zatem w poniedziałkowe popołudnie przemaszeruję uwalona przez moje zapyziałe miasto prosto do drugiej pracy. A tam czeka świeża garderoba. Kto by się przejmował jedną plamą i jedną bluzką, na dodatek za dużą.
A plama była potrzebna, żeby jakoś notkę zacząć.
Zrobiło się swojsko? Mam nadzieję, bo teraz sobie popitolę, jak to ja.
Od dobrych kilku tygodni mam masakrę emocjonalną. W głowie młynek do kawy mieli emocje, czasem pachną kawą, a czasem gównem. Niestety.
Nie, to nie jest nastoletnie plumkanie o sensie życia. Mam totalną wichurę, która się może przydarzyć tylko kobiecie lekkim krokiem wstępującej w zacne progi czterdziestki.
Chcę czerpać z życia garściami, bo do cholery wciąż się da – przyznam, przednie odkrycie.
Kiedyś myślałam, że w tym wieku to już czas umierać. A tu niespodzianka – wygrałaś jeszcze trochę życia, bierz!!!
Ale…
Czym byłoby moje życie bez dorodnego ALE.
Moje ALE to wyuczone mechanizmy zaszczutej dziewczyny, która kiedyś bardzo chciała być… dziś nie pamiętam czego chciała, natomiast pamiętam jaka była. Nieszczęśliwa. Było minęło.
No i cudnie. Młodej dziewczyny nie ma, nawyki są. Niech to szlag.
Ile wysiłku mnie kosztuje rozprawianie się z nimi po kolei. Sama nie mam pojęcia. Idę jak kombajn. Kto widział jak pracuje kombajn? No właśnie – strach stanąć na drodze.
Skąd czerpię energię?
Z miłości.
Z pożądania.
Z desperacji.
Deespeeeraaacjaaa. No też. Nie ma się co wstydzić. Taki akt kobiety chwytającej się kurczowo ulatującej młodości.
Gdzie mnie to wszystko zaprowadzi? Cholera wie. Na razie usiądę na chwilę i odpocznę, bo dziś drżą mi ręce i kręci się w głowie.
A zanim rozpłynę się w niebycie…Z pięknych anegdotek, jedna niech zastygnie tutaj.
W sobotnią noc w Krakowie, sącząc Chianti, zobaczyłam dziewczynę. Ładna, ale bez szału. No dobra, bardzo ładna, ale dalej bez szału. Usiadła niedaleko, więc jako hobbystyczny i zawodowy obserwator podjęłam wyzwanie. Im dłużej na nią patrzyłam, tym piękniejsza była. Ociekała erotyzmem, była swobodna i dziewczęca, a jednocześnie niesamowicie kobieca i zmysłowa. Magia. Wino w kieliszku się skończyło i moi towarzysze postanowili zmienić miejsce. Wstałam bez przekonania i już miałam odejść, ale Diabeł – mój przyjaciel wierny – nie popuścił.
Zawróciłam.
Podeszłam do Piękności i wyśpiewałam najpiękniejszy komplement na jaki było mnie stać. Uśmiechnęła się i nie omieszkała obdarzyć mnie słowami uznania. Życzyłam jej wspaniałego wieczoru i odeszłam. Moje towarzystwo zbierało szczękę z chodnika, a ja delektowałam się chwilą. Piękne kobiety są warte odważnych kroków.

Print Friendly

2 thoughts on “Sos na bluzce i wino w głowie

  1. Znać z tekstu, że wiek w sam raz, uroda – szczęka opada, więc skąd ta panika ulotności…o wiele leciwsze jakoś sobie z tym radzą, zamieniając się w „dzidzie pierniki” – a że śmieszno czasem i straszno…i szczęka wypada, to dopiero desperacja…
    Młynka się pozbyć koniecznie, bo co to za zysk – raz kawa, a raz gówno, bluzkę wymienić (niby za duża była, a tuńczyk się zatrzymał – sie domyślam w którym miejscu)…a z nawyków, to tylko wino bym zostawił.
    Uściski:)

    1. Skoro z tekstu aż tyle znać :D A tak serio wirtualna rzeczywistość cieszy się swoimi prawami, nie wiem skąd znaki o urodzie, ale że przejemnie połechtana została moja próżność – zostawiam to :)
      Młynek dobra rzecz wbrew pozorom, mielenie nie zawsze przyjemne, ale albo powstaje pyszny napój, albo nawóz… nie przewiduję, żeby w życiu zawsze było z górki :D
      Wino zostaje :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>