Krok pierwszy – kamień czy droga?

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Nie wiem jak to się stało, ale moja całkiem tradycyjna mama wychowała mnie na zupełnie nietradycyjną kobietę. Dość agresywną w nieuzasadnionych bojach z całym światem. Oczywiście agresja ma swoją datę ważności, jak znika strach to i ona się wynosi, bo czego tu szukać…zatem do czasu, do czasu agresywna i do czasu wojująca.
Wspomnienie gniewne. Jako nastolatka złożyłam zdecydowaną deklarację, że zostanę … kim? czym? Starą panną (co za tekst). A dlaczego? Bo faceci to świnie (ani facet, ani świnia nie zasługują na te słowa, ale wytłumacz to nastolatce).
I dalej ciągnąc młodzieńcze fantazje: będę mieć pieniądze, dom, koty i psa, który będzie biegał po wielkim ogrodzie. To będzie dog – taki płowy jak w Mistrzu i Małgorzacie.
Z planami nastolatków jest tak, że wybrzemiewają jak wszystkie inne deklaracje, razem z ostatnim nastoletnim buntem. Gdzieś to się ćmi w środku, czasem wybuchnie chwilowym ogniem, a potem … zostają wspomnienia. Czasem w ogniu młodzieńczych uniesień rodzi się coś na długo, ale nie miałam tego szczęścia, bądź nieszczęścia.

Panta rhei.

I nie, nie było rewolucji, nie było rażenia gromem i zmiany między wschodem, a zachodem słońca.
Były kamienie milowe.
O tak!! Takie co spadają prosto na głowę, a dopiero potem widzisz, że wyznaczają szlak.
Nie sposób zignorować.
Pierwszy, gdy miałam 20 lat i może lekkie drżenie parę lat później. Ten blog już istniał, ale już nie wracam do starych notek,  nie po to szłam przede siebie, żeby ciągle się oglądać przez ramię.
Potem wielkie tąpnięcie – 28 lat. Cały świat, pozornie uporządkowany, szlag trafił. Jakbym mogła wracać do tego momentu i stworzyć obraz to byłby wybuch, wielka eksplozja w szklanej kuli. Rozsadzonej od środka. Miliony szkieł, odłamków, boleśnie wbijających się w skórę. Nie tylko moją. Ale… O jak dobrze! Jakby ktoś wypuścił uwięzione zwierzę, głodne wolności i zachłanne na życie.
A potem już było 30stce.
Kto by pomyślał, że tak zleci młodość!
Kto by pomyślał, że poza nią też jest życie!
Kto by pomyślał, że można się nim zachwycić, zakochać się w nim i przylgnąć do tej miłości!

Nauka  bolesna, ileż błędów popełnionych. Kiedyś o tym napiszę. Ale jeszcze nie czas, jeszcze trzeba ugładzić pewne sprawy, nadać im kształt i zachować na pamiątkę. Na razie zbyt szarpię materiałem. Potargam.
A teraz… czy to kamień milowy, czy nowa droga? Nie wiem. Trwa.
Czasem jeszcze przebiegnie moją trasę coś starego, coś nieugładzonego. Czasem jestem zła, a czasem śnię o pająkach, innym razem obezwładnia mnie zachwyt całym światem.
Nie jest prosto, nie jest bezboleśnie – nie mam butów. Stąpam powoli i czasem spojrzę na stopy, które zbrudził czerwony piach.
I chcę iść dalej.
Odkryć.
Zasmakować.
Być.

 

Print Friendly

2 thoughts on “Krok pierwszy – kamień czy droga?

  1. No, to naskrobałaś…jeszcze trawię…a zamknięcie ujmujące.

    Miałem płowego doga, który biegał po ogrodzie… ale jaki tam ze mnie miszcz (też wypłowiały).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>