A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Był wkurw, nie ma wkurwa. Ale co było pomiędzy?
Po kolei:
- zmęczenie

- zdenerwowanie

- łzy

- poczucie niskiej wartości

- podważanie własnych kompetencji

- smutek

- ulga

- radość

- zmęczenie.
Tyle. Bez szczegółów, bo kto to przeczyta?!
A skąd spokój? Ano ze środka. Jak czujesz w sobie ciepło, to chcesz się nim dzielić. Słońce, cisza, spokój…
Trudno w to ludziom uwierzyć, bo mam dość agresywny sposób bycia, ale jestem ciepłą osobą. Jestem otuliną, która czasem pozwala komuś poczuć jak to jest być otulonym.
Nie dalej jak wczoraj trafiłam na piękną istotę. Istota poraniona, pokaleczona, próbująca ukryć rany, ale też i nimi epatująca. Istota z rozpaczliwą wręcz chęcią do życia i ze łzami w oczach, które napływają wciąż, bo trwa nieustająca żałoba po zamordowanym dzieciństwie.
Dawno nie spotkałam takiego cudu. Cud piękny, cud bolesny.
Z cudem już jest tak, że budzi w człowieku człowieka. Moje cuda mają taką moc. Staję się dobrosiewcą.
Nie umiem napisać jak bardzo dziś chcę nim być.

Print Friendly

4 thoughts on “A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>